Zwiedzają według zasady „dużo i tanio”. To oznacza, że oglądają wszystko co możliwe na wyznaczonej trasie, nocują w schroniskach młodzieżowych z własnymi śpiworami i żywią się we własnym zakresie. Starają się, aby taki wyjazd nie kosztował więcej niż 300 zł, a był niezapomnianą wyprawą, z której nie pozostaną tylko zdjęcia ale i wewnętrzna tęsknota by tu wkrótce powrócić. - W tym roku za tygodniową wycieczkę na Podlasie, z czterema noclegami i dwoma obiadami uczniowie zapłacili 290 zł. Czy było warto? Oczywiście. Licealiści oglądali atrakcje przyrodnicze i kulturowe regionu. Zetknęli się z wielokulturowością i wielowyznaniowością Podlasia – mówi nauczycielka. Wycieczkę rozpoczęli od wyprawy do małego, ale bardzo urokliwego Narwiańskiego Parku Narodowego zwanego Polską Amazonią. Jest to prawdziwy wodny labirynt. Tam przeprawiali się drewnianymi kładkami i ręcznie przeciąganymi drewnianymi pontonami przez niedostępne, wielokorytowe rozlewisko Narwi. Trasa liczyła ponad 1 km, biegła wśród wysokich trzcin, turzyc i bagien. Uczniowie musieli włożyć sporo wysiłku, by kilkakrotnie przeciągnąć łańcuchami samoobsługowy miniprom z jednego brzegu rzeki na drugi. Ta wyprawa budziła prawdziwe emocje. Co chwila padały pytania – czy damy radę? Jak się okazało, nie tylko dali radę ale i mieli jeszcze siłę chodzić z przewodnikiem po trzcinowiskach i szuwarach wielkoturzycowych doliny Narwi.
Miasto drewnianych cerkwi
Kolejnym punktem wycieczki był Bielsk Podlaski, jedno z najstarszych miast Podlasia, zwany też miastem drewnianych cerkwi. Tutaj grupa młodzieży zwiedziła cerkiew pw. św. Mikołaja, przy którym mieści się jedyne w Polsce Policealne Studium Ikonografii oraz najstarszą drewnianą cerkiew w mieście p.w. Narodzenia Przenajświętszej Bogarodzicy.
Planując zwiedzanie Podlasia nie mogli pominąć Białowieskigo Parku Narodowego z Puszczą Białowieską, zaliczaną do najwspanialszych zakątków świata. O ile puszcza Białowieska jest kwintesencją polskich puszcz, to Białowieski Park Narodowy pozostający w jej sercu jest kwintesencją puszczy. W tym miejscu wypada wspomnieć, że W 1977 roku UNESCO nadało Białowieskiemu Parkowi Narodowemu status Światowego Rezerwatu Biosfery, a dwa lata później Puszcza Białowieska została wpisana na Światową Listę Dziedzictwa Ludzkości. Dlatego licealiści w Białowieży pozostali aż dwa dni. Wykupili noclegi w schronisku młodzieżowym przy Technikum Leśnym i natychmiast rozpoczęli zwiedzanie od najcenniejszego obiektu BPN – Obszaru Ochrony Ścisłej. - To królestwo natury, zwane często „katedrą bez sklepienia”, można tutaj zwiedzać tylko z licencjonowanym przewodnikiem, ale naprawdę warto opowiada pani Iwona. Przemierzając puszczańskie szlaki grupa nie miała szczęścia spotkać żubra, dlatego na spotkanie z królem puszczy udali się do Rezerwatu Pokazowego Żubra, by tam z niewielkiej odległości obserwować całe stado. Poza tym uczestnicy wyprawy zwiedzili Muzeum Przyrodniczo – Leśne BPN- jedno z najnowocześniejszych w Polsce, które znajduje się na terenie Parku Pałacowego. Dawniej park otaczał myśliwską rezydencje carów Rosji. Obecnie nie ma już pałacu a w jego miejscu znajduje się budynek dyrekcji BPN. Do tam pozostały jedynie fragmenty dawnego kompleksu pałacowego m.in. brama kuchenna oraz najstarszy budynek w Białowieży - drewniany dworek gubernatora z 1845 roku. Wychodząc główną bramą z BPN po lewej stronie znajduje się cerkiew pw. Św. Mikołaja Cudotwórcy, z unikatowym w skali europejskiej, ceramicznym ikonostasem. - Duchowny za symboliczna opłatą opowiedział nam o tradycjach i obrzędach kościoła prawosławnego, wzajemnej tolerancji mieszkańców Białowieży, należących do różnych wyznań. Niewątpliwą atrakcją dla młodzieży były „białowieskie drezyny”, czyli ręcznie napędzane przez uczniów pojazdy szynowe – opowiada pani biolog. Trasa przejazdu obejmowała ponad godzinny przejazd przez Puszczę Białowieską, po oryginalnych torach, pamiętających przewóz ostatniego cara do swojego pałacu. Pojazdy mieściły po 12, 6 i 5 osób, które musiały wykazać się niezwykłą sprawnością fizyczną by rozpędzić drezynę. Dziewczyny ambitnie, choć niejednokrotnie do utraty tchu rywalizowały z chłopcami by utrzymać odpowiednią prędkość na trasie. Ta przygoda okazała się dla uczniów dobrą zabawą. Ci, którzy mieliby ochotę odwiedzić Podlasie podczas wakacji powinni wiedzieć, że będąc na stacji Białowieża Towarowa, skąd odjeżdżają drezyny, warto zajrzeć do pięknie odrestaurowanego dworca kolejowego, w którym mieści się obecnie bardzo klimatyczna „Restauracja Carska”.
Muzułmańskie tradycje
Z Białowieży młodzież kierowała się do wsi Kruszyniany, po drodze zatrzymując się w Hajnówce i oglądając współczesną, najciekawszą architektonicznie, dwupoziomową cerkiew – Sobór p. w . Trójcy Świętej. Dekoracje wnętrza wykonali artyści polscy, greccy, bułgarscy i rosyjscy. W tej właśnie cerkwi odbywa się coroczny Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej. Jak jest w Kruszynianach? To wieś położona na Szlaku Tatarskim tzw. Polskim Oriencie. Pozostali tu nieliczni Tatarzy są nadal wierni islamowi i kontynuują tradycje swoich przodków oraz odprawiają religijne ceremonie w jednym z najstarszych polskich meczetów.
W Kruszynianach ekipa zwiedziła jeden z dwóch istniejących w Polsce zabytkowych drewnianych meczetów oraz Mizar, czyli cmentarz muzułmański, jeden z trzech istniejących w Polsce. Na nagrobkach widnieją półksiężyce i cytaty z Koranu pisane po arabsku. Najstarsze nagrobki wykonano z głazów narzutowych, kładąc większy kamień u głowy, a mniejszy u nóg zmarłego. - Przed wejściem do meczetu musieliśmy zdjąć obuwie (nakaz religijny). Przewodnik – Dżemil Gembicki bardzo chętnie podzielił się z nami bogatą wiedzą o kulturze i religii muzułmańskiej. Z poczuciem humoru opowiadał o zwyczajach panujących w tatarskich rodzinach. W gospodarstwie agroturystycznym „Tatarska Jurta” , czyli rodzinnym domu tatarki Dżennety Bogdanowicz zjedliśmy obiad - tatarskie pyzy z mięsem w rosole. Danie tłuste i ostre (chłopcom smakowało) – wspomina Iwona Gołębiowska.
W leśnej aptece...
Z Kruszynian licealiści skierowali się na Krynki, miasta uznawanego przez wielu za jedno z najpiękniejszych miasteczek kresowych. Tu zwrócili uwagę na sześcioboczny rynek i niezwykłe rondo, z którego odchodzi promieniście 12 ulic. Jest to prawdopodobnie jedyne takie rondo w Polsce. Mniej więcej w połowie drogi z Krynek do Supraśla, w Poczopku znajduje się Silvarium, czyli leśna apteka. W tym unikalnym w Polsce ogrodzie leśnym zgromadzono ponad 80 gatunków puszczańskich ziół i wszystkie gatunki drzew występujące w Puszczy Knyszyńskiej. Wędrując po Silvarium można zobaczyć nie tylko mnóstwo typowych dla tych terenów roślin, ale także liczne mostki nad strumieniami, rzeźby z drewna i kamienia, drewniane chatki, trzcinową oczyszczalnię ścieków, stawy, słoneczne zegary. Bardzo osobliwym eksponatem jest pionowo ustawiony zegar z kamienia określający nie tylko czas słoneczny ale i panującą porę roku. W ogrodzie można wędrować po malowniczych mostkach, odwiedzić dom sów (w którym można podejrzeć kilka gatunków tych tajemniczych ptaków) czy natknąć się na żerujące bociany, które dobrze znoszą towarzystwo zwiedzających. Przy wejściu do silvarium znajduje się „Galeria na skraju puszczy”, w której zgromadzono okazy zwierząt naturalnych rozmiarów zamieszkujących Puszczę Knyszyńską. Tutaj jest okazja do obejrzenia mrowiska, jego budowy jak również okazja do zrozumienia funkcjonowania ula, zyskania wiedzy jak powstaje miód i wysłuchania głosów zwierząt.
Perła puszczy
Kolejnym punktem wędrówki był Supraśl nie bez powodu zwany perłą Puszczy Knyszyńskiej. Już z daleka tutaj widać przepiękny prawosławny monaster, otoczony barokowym zespołem klasztornym Bazylianów. Wnętrze jest surowe, bez ozdób za to największy zachwyt budzi ogromny pozłacany żyrandol. - Z uwagi na rozpoczynające się nabożeństwo nie mogliśmy dokładnie obejrzeć wyższych kondygnacji ani wejść na wieżę widokową, ale to co widzieliśmy i tak zapierało dech w piersiach – wspomina nauczycielka.
W centrum miasteczka młodzież podziwiała secesyjny pałac fabrykantów Buchholtzów (dziś jest tam Liceum Sztuk Plastycznych) oraz niziutkie, urokliwe Domy Tkaczy. Są to bielone wapnem drewniane budynki pokryte czerwoną dachówką. (To właśnie w Supraślu nagrywano niektóre sceny do filmu,, U Pana Boga w ogródku”, ,,U Pana Boga za piecem”).
Kolejne dwa noclegi młodzież spędziła w Białymstoku (schronisko położone 10 minut drogi od starego miasta).
Białystok – stolica województwa podlaskiego to miasto wielu kultur i turystycznych szlaków. Spacerek po tym mieście grupa licealistów rozpoczęła od szlaku rodu Branickich, prowadzącym niewątpliwie po najatrakcyjniejszych miejscach w mieście. Licealiści zwiedzili Zespół Pałacowy Branickich, najokazalszą rezydencję magnacką w XVIII wiecznej Polsce, określaną jako ,,Wersal Północy”. Na teren kompleksu prowadzi okazała brama wjazdowa, nazywana „Gryfem” od rodowego herbu Branickich. Z dawnych wnętrz zachowała się sala balowa, kaplica i klatka schodowa. Obecnie zabytkowy obiekt jest siedzibą Uniwersytetu Medycznego, dlatego będąc na uczelni uczniowie zwiedzili także Muzeum Historii Medycyny i Farmacji. Wokół pałacu rozciągają się Ogrody Branickich, jedne z najpiękniej zachowanych ogrodów barokowych w Polsce. Położone na dwóch kondygnacjach, górnej wzorowanej na ogrodach francuskich i dolnej nawiązującej do ogrodów angielskich. Stąd młodzież przeszła na sąsiadujące Planty, gdzie w alei głównej jest basen z fontannami. Następnie przeszli do Zespołu Katedralnego p.w. Wniebowzięcia NMP , w skład którego wchodzi stary kościół farny z wyposażeniem ufundowanym przez Jana Klemensa Branickiego. Kościół stanowił mauzoleum rodzinne Branickich. Niedaleko widać Pałacyk Gościnny Branickich, dzisiaj Pałacyk Ślubów, który dzięki uprzejmości portierki też udało się zwiedzić uczniom. Co jeszcze można tam zobaczyć? Naprzeciwko kościoła stoi klasztor ufundowany przez Branickiego, w którym Siostry Miłosierdzia prowadziły szpital dla chorych i ubogich , a obecnie prowadzą przedszkole. Na nietypowym, trójkątnym Rynku Kościuszki stoi ratusz, wzniesiony przez hetmana Branickiego w celach handlowych, a okazałość tego budynku miała świadczyć o wysokiej pozycji właściciela. Godne polecenia jest również Muzeum Wojska położone naprzeciwko Pałacu Ślubów. - Zwiedzając to miejsce czuliśmy atmosferę tworzenia się Wojska Polskiego na tle wydarzeń XX wieku – wspomina pani Iwona. Kolejną atrakcją są otwarte dioramy, czyli zainscenizowane fragmenty ekspozycji, które umożliwiają obejrzenie mundurów, uzbrojenia i wyposażenia z bardzo bliskiej odległości, a także możliwość dotykania wybranych eksponatów. Jest to placówka nowoczesna, z dostępem do kiosków multimedialnych, stacji odsłuchowych, ekranów z filmami.
Wracając do domu
Po drodze do schroniska uczniowie wstąpili jeszcze do cerkwi p.w. Św. Mikołaja Cudotwórcy, zbudowanej na planie krzyża greckiego, z bizantyjskim wnętrzem. - Jak powiedziała nam młodziutka zakonnica – polichromiach wzorowanych na soborze kijowskim – uzupełnia nauczycielka. Po upalnym dniu i wyczerpującym zwiedzaniu młodzież relaksowała się na basenie w Hotelu Gołębiewskim, by potem wybrać się na nocną wyprawę po Białymstoku. Oświetlone zabytki zyskują jeszcze więcej uroku i wdzięku. W mieście jest bezpiecznie, a mieszkańcy są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, można zauważyć szczerą życzliwość tutejszych ludzi. W drodze powrotnej do Lidzbarka ekipa zatrzymała się w Choroszczy - letniej rezydencji Branickich. Jest to mały, biały pałacyk otoczony parkiem z licznymi fosami, kanałami, mostkami i alejkami. Dziś mieści się tu Muzeum Wnętrz Pałacowych, po których oprowadza przewodnik. Potem przejazd do Tykocina - ostatniej atrakcji na Szlaku Branickich. Miasto zwane podlaską perłą baroku, niegdyś było własnością hetmana Branickiego. Tu uczniowie obejrzeli ufundowany przez hetmana kościół z barokowo- rokokowymi złotymi ozdobami. Obok kościoła zwiedziliśmy Alumnat- dawny szpital dla inwalidów wojennych i obejrzeliśmy tykociński zamek, odbudowany od podstaw przez prywatnego przedsiębiorcę. Warto wiedzieć, że w XVII w. połowę mieszkańców Tykocina stanowili Żydzi. Obecnie po społeczności żydowskiej można oglądać zabytkową synagogę, Bejt Midrasz czyli Dom Tamuldyczny. Poza tym licealiści mieli okazję skosztować przysmaków kuchni żydowskiej w klimatycznej restauracji „Tejsza”. Młodzież zajadała się kreplech czyli pierogi z wołowym mięsem.
Planując wycieczkę na Podlasie turysta nie spodziewa się zobaczyć tak pięknej krainy, wspaniałych ludzi i przepięknej architektury. Na pierwszy rzut oka jest tu niewiele, ale to tylko pozory. Podlasie jest specyficzną częścią Polski, ponieważ jest to od wieków kraina wielokulturowa i wielowyznaniowa. Tutaj razem mieszkają Polacy, Białorusini, Ukraińcy, Tatarzy, Litwini i Rusini, a niegdyś także Żydzi i Niemcy. Obok siebie stoją kościoły, cerkwie, synagogi i meczety, a ludzie różnych wyznań żyją razem w przyjaznej koegzystencji. Wielokulturowa spuścizna to bogactwo, z którego przynajmniej w czasie wakacji można czerpać pełnymi garściami. Ta szczególna, magiczna atmosfera, przyroda, tradycja i kultura ludowa podlaskich mieszkańców przyciąga turystów jak magnes.
Magdalena Cejman
