Niezadowolenie i nerwy klientów zazwyczaj wyładowywane są na kasjerach. Według Kupujących to właśnie ci pracownicy są odpowiedzialni za wszystkie niedociągnięcia występujące na hali gdzie znajdują się towary. Klienci są najczęściej zniesmaczeni brakiem lub nieodpowiednim oznaczeniem cenowym produktów.
Kasjer to nieuk
Powód takich zachowań jest różny. Pośpiech, frustracja pracą, otrzymany mandat – tym często tłumaczą się niegrzeczni klienci. Bardzo często powód takiego zachowania jest jednak prozaiczny – klient czuje się lepszy od kasjera. Ma wrażenie, że z zakupionym towarem kupił też personel. Często czują się też lepiej wykształceni.
- Kiedyś byłem zmęczony pracą i nie uśmiechnąłem się na czas. Usłyszałem od klienta, że trzeba się było uczyć, to nie musiałbym siedzieć na kasie. Gdyby tylko wiedział, że w tym samym roku broniłem magistra a pieniądze (wcale nie aż takie złe) zarobione przez „siedzenie na kasie” przeznaczałem na studia – mówi 27 letni Patryk z Działdowa, który dziś już nie „siedzi na kasie”, a za biurkiem w poważnej i dobrze prosperującej firmie w Olsztynie.
Kasjer to brudas
Klienci wchodzący do hipermarketów zostawiają za drzwiami zrozumienie. Na co dzień uczynni, mili i wychowani, podchodząc do kasy zamieniają się w zwierzęta. Nie rozpoznają kompetencji pracowników.
- Przed świętami Bożego Narodzenia zawsze jest wyjątkowo wzmożony ruch. W ubiegłym roku jednak z klientek zwróciła mi uwagę, że taśma, na której przesuwane są produkty jest zabrudzona. Ja zwyczajnie nie zdążyłam jej umyć między jednym a drugim klientem, gdyż tych było zbyt dużo. Usłyszałam, że jestem brudasem i fartuchem i za chwilę stracę pracę. A jak już ją stracę to owa klientka postara się, bym poniosła kolejne, jeszcze większe konsekwencje. A na taśmie po prostu wysypało się troszkę mąki, nic więcej… - żali się jedna z kasjerek działdowskiej Biedronki.
Kasjer to oszust
Z nieuprzejmością na co dzień kasjerzy i kasjerki już sobie radzą. Na to można się przecież uodpornić. Klient, który przyszedł reklamować jakiś towar, jest z niego niezadowolony lub nie daj boże poczuł się oszukany to już wyższa szkoła jazdy.
- Klienci nie rozumieją, że my – kasjerzy nie jesteśmy winni wadom danych urządzeń, czy produktów. Jednak to my najczęściej spotykamy się ze zdenerwowaniem, wykrzykiwaniem przez klientów gróźb o utracie pracy. W wielu przypadkach można się nawet przestraszyć różnych dziwnych, zamaszystych ruchów reklamujących produkty osób. A mówię to jako ochroniarz – śmieje się jeden z pracowników Intermarche w Działdowie.
Kasjer to szyderca
Kolejną rzeczą, na którą kasjer ma znikomy wpływ, a za którą najczęściej mu się obrywa są długie kolejki. Właśnie wtedy emocje sięgają zenitu a wszystko rzecz jasna odbija się na pracownikach. Ci oskarżani są o powolną pracę, brak zaangażowania i niekompetencję.
- Z doświadczenia wiem, ze gdy kolejki są długie, to klienci są zdenerwowani. Dlatego mam patent – gdy na co dzień uśmiecham się normalnie, to przy długich kolejkach uśmiecham się szczególnie miło. Zazwyczaj to działa, raz jednak miałam przypadek, że jeden z mężczyzn w bardzo surowych słowach poinformował mnie, że jeśli nie przestanie śmiać się z jego osoby na pewno nie skończy się jedynie na ustnym upomnieniu. Postara się o wyciągnięcie dalszych konsekwencji – mówi Paulina z jednego z działdowskich hipermarketów.
Tego typu zachowań wymienić można bez końca. Ilu ludzi robiących zakupy, tyle równych charakterów. Zdarzały się już procesy wytaczane klientom za odzywki w stylu „jak ci nie pasuje, to sobie zmień pampersa”. Na szczęście nie w naszym mieście. Czy to oznacza, że działdowscy klienci są bardziej kulturalni, czy kasjerzy bardziej się ich boją? Odpowiedzmy sobie sami, robiąc kolejne zakupy…
ED, MO
