Ustawa, która ma zezwolić na zakończenie produkcji 1 i 2 groszówek spowoduje, że rachunek końcowy płatny gotówką podczas zakupów sklepie zaokrąglany byłby do pięciu groszy. Nie zmieniłyby się ceny produktów i nadal dostępne byłyby słynne ceny „bez grosika”. Finalny rachunek byłby zaokrąglany maksymalnie o dwa grosze w górę lub w dół. Rachunki kończące się na 1 i 2 grosze oraz 6 i 7 groszy byłby zaokrąglane w dół, końcówki 3 i 4 grosze oraz 8 i 9 groszy – w górę.
Rozwiązanie to przyniesie istotne oszczędności dla banku centralnego. Taką operację przeprowadziło już kilka państw europejskich z pozytywnym skutkiem. Akceptacja społeczna w tym wypadku była wręcz niespodziewanie wysoka. Nasze portfele również odetchną, gdy zniknie z nich znaczna część „miedziaków”.
Płatności wykonywane bezgotówkowo, a więc wykonywane kartą płatniczą nie zmienią się.
W przypadku wejścia w życie ustawy, nadal będzie możliwe płacenie w sklepach monetami jedno- i dwugroszowymi (np. pięcioma jednogroszówkami), a NBP będzie zaspokajał popyt na te monety tak długo, jak będzie on istniał.
Roczne koszty NBP związane z biciem 1 i 2 groszówek wynoszą obecnie około 40 milionów złotych. Kwota ta będzie wzrastać, gdyż ceny surowców do ich produkcji rosną. Dzięki wycofaniu dwu najmniejszych nominałów NBP zaoszczędzi nawet około 40 proc. środków wydatkowanych na emisję monet powszechnego obiegu.
MO
