Spotkanie odbyło się z inicjatywy profesora Kazimierza Grążawskiego, dyrektora Interaktywnego Muzeum Państwa Krzyżackiego w Działdowie dokładnie w miesiącu poświęconemu zbrodniom katyńskim, w wigilię wysyłek (4 kwietnia) jeńców z obozów Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie na miejsce kaźni m.in. do Charkowa i Katynia.
Już na wstępie swojego wykładu profesor Kola zaznaczył, że nie będzie mówił tylko o Charkowie i Kijowie, bo kiedy wywożono polskie ofiary były to miejscowości podmiejskie, zaś dziś istnieją one już w obrębie dużych metropolii przy czym Piatichatki jest ok. 12km od Charkowa (miejsca gdzie uśmiercano) zaś a Bykownia ok. 15 km od centrum Kijowa. Dlaczego o tej zbrodni rozmawia się w świetle archeologii? Bo od momentu kiedy Polska podjęła działania w celu wyjaśnienia zbrodni katyńskiej do otrzymania informacji o domniemanych miejscach pochówku polskich oficerów, jedynie archeologia mogła uzyskać jakąś informację na ten temat.
I choć dziś dysponujemy już ogromną bazą źródłową na ten temat, a Polska uzyskała kilkadziesiąt tysięcy źródeł, które są opublikowane, były prowadzone badania historyczne, to temat zbrodni katyńskiej nadal jest tematem drażliwym dla obu krajów, a sam profesor Andrzej Kola przyznał, że aż 11 razy musiał opuszczać teren badań, które nie zostały jeszcze w pełni ukończone.
Pierwsza część spotkania poświęcona została pracom archeologiczno - ekshumacyjnym w Charkowie w jakich uczestniczył A. Kola i historii Polski w 1939 roku, druga dotyczyła badań w Kijowie. Wykładowi towarzyszyła prezentacja map, zdjęć i wykresów.
Profesor w sposób obrazowy i bardzo prosty opowiadał o tym jak do Polski wkroczył wschodni sąsiad i o tym jak do niewoli dostało się ok. 25 tys., polskich żołnierzy.
- Dla szeregowych utworzono osiem obozów, w każdym od 10 do 14 tys. osób, zaś dla 14 700 oficerów zlokalizowano specjalne obozy utworzone przez NKWD – przypominał Kola.
Akt ludobójstwa
Wiosną 1940 r. dokonano aktu ludobójstwa na polskich jeńcach wojennych przetrzymywanych w sowieckich obozach zagłady i więzieniach Zachodniej Białorusi i Ukrainy, a wszystko zgodnie z rozkazem podpisanym 5 marca 1940 r. przez Józefa Stalina na prośbę Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii. Na mocy tego rozkazu rozstrzelano (bez sądu) ponad 8 tysięcy oficerów Wojska Polskiego oraz ponad 6 tysięcy polskich policjantów. Jeńców z obozu w Kozielsku (głównie oficerowie czynni) rozstrzelano pomiędzy 3 a 12 kwietnia 1040 r., jeńców z obozu w Starobielsku (oficerowie czynni głównie przejęci z terenu Galicji) pomiędzy 5 a 12 kwietnia 1940 r. a jeńców z obozu w Ostaszkowie (policjanci) pomiędzy 4 a 19 kwietnia 1940 r.
Andrzejowi Koli, jako archeologowi powierzono kierowanie ekspedycją w Charkowie. Tam wykonano 49 wykopów sondażowych, przy czym natrafiono tylko na dwa groby polskie, co potwierdziły liczne dowody. Kola wyjaśniał skąd i w jaki sposób przewożono ofiary na miejsce mordu oraz w jaki sposób archeolodzy prowadzili oni swoje prace. Dowodził także, że żołnierze likwidowani byli nie tylko bezpośrednim strzałem w podstawę czaszki, ale i rozstrzeliwani na samym cmentarzysku w Piatichatki (świadczą o tym znalezione w grobach łuski).
Profesor opowiadał także o zastosowanej przez niego metodzie poszukiwania grobów na tak dużym obszarze cmentarza (1,5 ha), w momencie badań porośniętego drzewami i krzakami.
- Skuteczną techniką okazały się sondaże wiertnicze, dzięki którym udało się zlokalizować 75 grobów, liczących setki osób – mówił Kola. Profesor opowiadał o tym, jak na przełomie lat 70-tych i 80-tych zgodnie z decyzją z Moskwy w grobach, których lokalizacja była znana, nawiercano otwory i wlewano do nich wapno w celu przyspieszenia rozkładu kości.
– W grobach polskich trafiliśmy na 136 takich odwiertów. Jednak mimo tego, część zwłok zachowała się w stanie dobrym. Znaleźliśmy w tych grobach także ok. 2 tys. różnych dokumentów, które udało się polskim żołnierzom schować i które zostały przewiezione do Polski, zakonserwowane i umieszczone w Muzeum Katyńskim – mówił Andrzej Kola.
Ekshumacje w Kijowie (Bykownia)
Do Kijowa udało się pojechać profesorowi jesienią 2001 roku, tam zlokalizowano 43, groby, 8 z nich rozkopano. Okazało się, że były to groby miejscowej ludności, ale były już ekshumowane.
– Wówczas przenieśliśmy się w inny obszar, gdzie trafiliśmy na jamę 3m na 3m, gdzie wyłącznie znaleźliśmy polskie przedmioty (odzież wojskową, cywilną, polskie przedmioty, co potwierdzało, że gdzieś tutaj muszą być polskie groby – mówił profesor Kola.
Wyjeżdżając po trzech tygodniach mięliśmy wiedzę, że wrócimy tutaj za rok, jednak zgodę otrzymaliśmy dopiero za 5 lat - opowiadał. W 2006 roku Kola kontynuował badania archeologiczne.
Odwierty pokazały, że groby tam są usytuowane w centrum. Kopiąc w innym miejscu grupa polskich archeologów trafiła na 20 polskich grobów, które również były już ekshumowane.
– Groby ekshumowano a szczątki porzucono, by usunąć wszystkie ślady narodowości, mimo prób zatarcia śladów polskich przedmiotów, z tych 20 grobów udało się znaleźć ponad 1400 polskich przedmiotów. Rok później uzyskaliśmy zgodę na 4 miesięczną kontynuację badań, ale po dwóch miesiącach już nas usunięto. Towarzyszyły temu różne kontrole, aż w końcu uznano, że nie mamy zgody na pobyt – tłumaczył Andrzej Kola.
W 2011 r. udało się odkryć kolejne groby, w sumie ich było 59 i kolejne przedmioty (szczoteczki do zębów, monety, grzebienie, guziki). Ostatnie przedmioty zostały znalezione w ubiegłym roku.
– Łącznie na ten cmentarz jeździliśmy przez 11 lat, jak nas wyrzucili, to wracaliśmy za jakiś czas. W sumie udało się znaleźć ponad 75 polskich grobów i ok. 5 tys. polskich przedmiotów – mówił profesor.
Na zakończenie wykładu padły pytania od słuchaczy: gdzie zostały umieszczone polskie przedmioty wydobyte z grobów oraz o wyniki badań w Jedwabnem.
Na pierwsze z pytań profesor odpowiedział dość szczegółowo. Jednak o Jedwabnem nie chciał mówić zbyt wiele. Wskazał, że o przebiegu ekshumacji w tej miejscowości w 2001 r. możemy przeczytać w poufnym raporcie nazwanym przez dziennikarzy „Raportem Koli”, który jakiś czas temu ujawniły media. (Zainteresowani o szczegółach badań mogą przeczytać w tygodniku „Najwyższy Czas” w artykule „Największy grzech Lecha Kaczyńskiego. Ujawniamy „Raport Koli”).
Magdalena Cejman
