Tekstów dziennikarskich nie pisze się w pierwszej osobie, ale tym razem zrobię wyjątek. Wszystko dlatego, że miałem niebywałą przyjemność być moderatorem omawianego spotkania. To znaczy - tak moją funkcję określiła dyrektor biblioteki, z czym nie dyskutuję. Nie moderowałem jednak, zwyczajnie poprowadziłem spotkanie z Szymonem.
A przynajmniej próbowałem, bo z przygotowanej całej kartki pytań zdołałem zadać jedynie kilka, mój rozmówca okazał się nader gadatliwym (jak sam się określił) rozmówcą. I bardzo dobrze!
Rozmawialiśmy 1,5 godziny (które minęło błyskawicznie), był czas na pytania od publiczności (której nie brakowało) i czas na podpisywanie książek (tu z kolei nie brakowało chętnych). Szymon okazał się ciepłym i uprzejmym, choć mającym wyrobione i stanowcze podejście do ziemskich spraw człowiekiem.
Poruszyliśmy kwestie sytuacji w Polsce, fundacji w Afryce, choroby Szymona i jego objawień, ostatnich książek, znajomych wśród świętych i tego, dlaczego modli się o koniec świata. Nie mogłem również nie zapytać, jak robić dobrze.
Dziękuję wszystkim za uczestnictwo w spotkaniu i do zobaczenia na kolejnym!
Marcin Ostrowski
