s
Czwartek, 4 czerwca 2026 r. Imieniny obchodzą : Franciszek, Karol, Kwiryna
18.08.2015

O co chodzi w „incydencie z Zielonymi Ludkami”?

„Nigdy nie przyszło nam do głowy, że nasza 3-utworowa niespodzianka na urodziny Działdowa wywoła tak negatywną reakcję ze strony działdowskiego MDK-u. Nie jesteśmy typem zespołu, który kolekcjonuje wrogów, ale w tym przypadku nie da się postąpić inaczej, niż opisać to w jaki sposób zostaliśmy potraktowani.” – piszą w oświadczeniu członkowie zespołu Zielone Ludki. O co chodzi?

O co chodzi w „incydencie z Zielonymi Ludkami”? (Fot. MO)
O co chodzi w „incydencie z Zielonymi Ludkami”? (Fot. MO)

 

Działdowski zespół Zielone Ludki wpadł na pomysł zrobienia niespodzianki mieszkańcom Działdowa. Po zejściu ze sceny zespołu The Postman a tuż przed koncertem Kamila Bednarka postanowili zgrać swój malutki, 3-utworowy koncert. Spotkało się to z ostrym sprzeciwem dyrektora Miejskiego Domu Kultury w Działdowie. została wezwana policja.

 

 — Zespól Zielone Ludki otrzymał od nas propozycję wystąpienia podczas Urodzin Działdowa, ale odmówiły. Zaproponowałem im zagranie o godzinie 19.00, lecz członkowie zespołu stwierdzili, że graliby dla pustej widowni. Podejrzewam, że chcieli podpiąć się pod publiczność Kamila Bednarka, wywołać skandal i w ten sposób wypromować swoją płytę – mówi dyrektor Miejskiego Domu Kultury Dariusz Maćkowiak.

 

Rzeczywiście, w smsie z 25 czerwca lider zespołu pisze do dyrektora: „Darku jednak rezygnujemy z koncertu 14 sierpnia. Michał Radzimiński”. Na urodzinach miasta się jednak pojawiły, co spowodowało ostrą reakcję dyrekcji MDK.

 

 - Zielone Ludki od lat koncertowały na Urodzinach Działdowa, wie o tym każdy, kto w nich uczestniczył, a Miejski Dom Kultury służył im radą i pomocą. Wiele razy użyczaliśmy im również sprzęt grający, którego używali w swoich projektach ulicznych. W zamian poprosiłem jedynie o zagranie koncertu w Działdowie – kontynuuje Dariusz Maćkowiak.

 

Zielone Ludki widzą to inaczej:

 

Nasze rozgoryczenie jest tym większe, iż koncertujemy po miastach całej Polski – na ulicach , chodnikach – wszędzie jesteśmy przyjmowani pozytywnie – nigdy nie mieliśmy do czynienia z policją – oprócz jednego razu we Wrocławiu – gdzie policja wykazała zrozumienie dla idei naszych ulicznych koncertów i po prostu sobie odjechała. Można bardzo łatwo prześledzić, ile tych koncertów odbyło się w przeciągu ostatnich 2 lat. Dlatego boli nas to, w jaki sposób postąpił z nami (nie) nasz działdowski dom kultury. Znaczy… próbował postąpić, bo my byliśmy w stanie przyjąć na siebie wszelkie konsekwencje, jakimi groził nam Pan Maćkowiak – dyrektor MDK-u i tak , czy tak zagrać koncert. Po pierwsze – naszą ideą nie było przeszkodzić MDK-owi, czy też robić prowokację – chcieliśmy zagrać wspomniane trzy utwory tuż przed występem Kamila Bednarka, nie przeszkadzając żadnemu zespołowi w jego graniu. Nie zrobiliśmy tego, żeby „gwiazdorzyć” , jak to zarzucił nam Pan Maćkowiak. Marzyliśmy o tym, żeby zagrać w momencie, w którym usłyszy nas dużo osób – tym bardziej, że 4 września jest premiera naszej debiutanckiej płyty (to tak przy okazji zdradzamy) i tym bardziej, że na jesieni znów będziemy gościć w programie Tylko Muzyka i nie ukrywamy, że oba wydarzenia chcemy ogłaszać wszem i wobec. Zresztą można by nas posądzić o prowokację, gdyby nie to, że dużo wcześniej udaliśmy się do MDK-u dogadać się odnośnie naszego występu na urodzinach miasta. Niestety Pan Maćkowiak nie był za bardzo zainteresowany naszym koncertem. Zaproponował nam występ o godzinie 18.00 kiedy (uwierzcie) gra się dla pustej polany, znajomych i rodziny. Już to przerabialiśmy kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat i godziliśmy się z tym pokornie – jednak w tym roku po prostu potrzebowaliśmy wsparcia ze strony MDK-u w postaci wystawienia nas o odpowiedniej godzinie. Jeszcze jedno – zapłacić parę groszy swojemu zespołowi za występ – to też nie jest zła praktyka i nie świadczy o naszym gwiazdorzeniu. Graliśmy np. jako główny zespół na dniach Kłodzka i graliśmy na dniach Dobrego Miasta – wszędzie byliśmy chciani, zapraszani i coś jeszcze zarobiliśmy na dalszy rozwój zespołu. W działdowskim MDK-u pytanie, czy dałoby radę coś zarobić z występu, wzbudziło jedynie uśmiech politowania dyrektora placówki. A więc wracając do sprawy – musieliśmy zatem zagrać na własną rękę ,oczywiście szanując grafik MDK-u – dlatego tylko trzy utwory. Wpadliśmy na genialny pomysł żeby zagrać z ciężarówki ustawionej na parkingu z boku sceny. Nie trzeba dodawać ile wysiłku włożyliśmy w pakowanie (wypożyczonego z żuromińskiej firmy LDM) bardzo ciężkiego sprzętu do ciężarówki (udostępnionej nam przez FHU Paweł Dariusz Szczepaniak). (Obu firmom serdecznie dziękujemy za wiarę w pomysł i pomoc.) Już na wstępie naszego rozkładania sprzętu w przyczepie zaszczycił nas swoją obecnością sam dyrektor MDK-u , który nie za bardzo dając nam dojść do słowa, mocno podniesionym głosem oznajmił nam , że zachowujemy się jak gwiazdki, że jesteśmy jak zespół Mjut (to chyba dla niego straszna obelga – na szczęście dla nas nie) że jesteśmy zbyt słabi , żeby zagrać przed Kamilem Bednarkiem, że i tak nas zgarnie policja, straż miejska... Jeszcze jedno – wcześniej podawanym powodem niemożności naszego zagrania przed Bednarkiem wedle relacji Pana Maćkowiaka była negatywna odpowiedź jego menadżmentu (zresztą powód ten był nam podawany od wielu lat – dlatego graliśmy dla pustej polany, znajomych i rodziny). Wczorajsza sytuacja zmusiła nas do wykonania telefonu do wcześniej wspomnianego menadżmentu, który po zapoznaniu się z okolicznościami, naszym pomysłem, oznajmił, że nie ma problemu, przecież też są ludźmi… Chociaż i nas poniosły emocje (kontynuując wątek rozmowy z Panem Maćkowiakiem) jeden z nas na sam koniec jeszcze raz próbował się z nim dogadać (pomimo wszystkich przykrych słów, które powinny dyskwalifikować dalszą rozmowę). Jeszcze nie było za późno żeby MDK wykorzystał nasz pomysł jako swój i potraktował nas jako urozmaicenie urodzin. Niestety dyrektor nadal nie był zainteresowany współpracą i zgodą. Później nastąpił szereg niemiłych konsekwencji wcześniej wspominanej rozmowy. Parokrotnie nawiedzała nas policja, straż miejska – ponieważ zagrozili nam mandatem i odholowaniem ciężarówki – byliśmy zmuszeni wyładować ponownie sprzęt i jak najszybciej usunąć samochód z parkingu. Mieszkańcy bloku, którzy obserwowali naszą sytuację zaczęli dopingować , żebyśmy zagrali na terenie ich bloku – czyli terenie spółdzielni. Ponadto głośno wyrażali sprzeciw wobec tego, jak MDK działdowski traktuje zespół, który tak bardzo identyfikuje się ze swoim miastem i chce po prostu grać. Później kolejne wizyty policji… Przekazywano nam słowa dyrektora, grożono już nawet nie mandatami, lecz sprawą sądową. Jesteśmy zawzięci , ale pod naporem tego wszystkiego mieliśmy moment rezygnacji. Tuż przed koncertem zaczęło dziać się coś , co przerosło nasze oczekiwania i dało nam siłę, żeby zagrać. Nasz koncert był niespodzianką – więc ogłosiliśmy go w dzień występu – nawet nie podając miejsca, gdzie się odbędzie – znana była jedynie godzina. Niesamowite było to, że już podczas koncertu zespołu poprzedzającego Bednarka – kiedy nie wydaliśmy jeszcze nawet jednego dźwięku – po dwóch stronach ulicy zaczął się zbierać tłum ludzi, który czekał specjalnie na nasz występ. Właśnie o to nam chodziło i taka nagroda sprawiła, że zapomnieliśmy wszystkie nieprzyjemności całego dnia i odpłynęliśmy w retinoll. Działdowianie – jesteście kochani i nikt nam nie wmówi, że nie macie ochoty na uczestnictwo w wydarzeniach kulturalnych! Może po prostu MDK powinien zastanowić się nad tym, czy gust ludzi z Działdowa nie jest bardziej wyrafinowany niż zakłada i może stąd niska frekwencja na organizowanych wydarzeniach. Ale to nie nasza sprawa, to sprawa tych, co oceniają pracę MDK-u. Na koniec dodamy, że podczas koncertu nie stało się kompletnie nic – ani nikt nam nie przerwał – a policja, która przejeżdżała wielokrotnie obok nas, nawet się nie zatrzymała. Może chciano nas tylko zastraszyć, może zaniechano działań , jak zobaczono ile ludzi uczestniczy w naszym pomyśle… Nieważne. Po co ta notka? Po pierwsze mamy obawy, że MDK będzie teraz przedstawiał nas w bardzo złym świetle, dlatego chcieliśmy opisać krok po kroku całą sytuację. Po drugie nasza wytrzymałość też ma swoje granice – jeśli jeździ się po całej Polsce i ma się w tak wielu miejscach ogromne wsparcie fanów, organizatorów, sponsorów - a nasz rodzimy miejski dom, z definicji szerzący kulturę, ocenia nas jako zbyt słabych, żeby wystawić nas przed gwiazdą wieczoru – to trzeba powiedzieć to w końcu na głos.

 

Oświadczenie Zielonych Ludków wywołało spore zamieszanie. Dyrektor MDKu odpowiada:

 

 - Zawsze trzymałem kciuki za Zielone Ludki i trzymam nadal. Życzyłem i życzę sukcesów w branży muzycznej, ale takiej "niespodzianki" w wykonaniu Ludków się nie spodziewałem. Bywałem na setkach koncertów w wielu miastach i nigdy, powtarzam – nigdy nie zdarzyła się taka sytuacja, że gwiazda wieczoru zaczyna koncert, a z boku zaczyna się konkurencyjny minikoncert lokalnego zespołu. Proszę spojrzeć na to ze strony organizatora, a gdyby ulicą przejeżdżał samochód i potrącił wtedy widza Zielonych Ludków? Kto by za to odpowiadał? Uważam, że wszystko to, co się wydarzyło na Urodzinach Działdowa oraz ta cala nagonka na MDk, jaka się teraz wytworzyła słuzy tylko jednemu: promocji nowej płyty Zielonych Ludków. Ja się na to nie nabieram – kończy Dariusz Maćkowiak.

 

A członkowie zespołu kończą ostro:

 

 - Jeśli Pan Maćkowiak przyzna się do tego jak faktycznie było, jesteśmy w stanie wycofać z wszelkich dalszych działań – zapowiadają.

 

Wygląda na to, że sprawa będzie miała ciąg dalszy.

 

MO

 

s

s
s
s
© MD 2010-2024
Portal wykorzystuje pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) własne oraz systemów zewnętrznych, w celu analizowania zainteresowań czytelników naszego portalu i zgodnie z rozporządzeniem RODO. Więcej informacji w naszej polityce prywatności