Ewa Kwiatkowska ze swoim ojcem, Janem Kwiatkowskim, przeprowadzili się do Działdowa po śmierci mamy kobiety. - Tata sprzedał dom i się przeprowadziliśmy, żeby lżej miał, i żebyśmy mieli bliżej do lekarza - mówi pani Ewa. Jak wspomina, ojciec do końca życia był sprawny, jeździł rowerem, dużo się ruszał. - aż do tego wtorku - mówi.
"Po chwili iść do domu"
Feralnego dnia po godz. 15 pan Jan poskarżył się córce, że źle się czuje. Wspominał o skurczach. - Mi nic do głowy nie przyszło, tylko dzwoniłam do siostry. Szybko przyjechała z wnukiem i [on] zabrał go do szpitala, na SOR - opowiada pani Ewa. Jak twierdzi, chociaż ojciec wspominał lekarzowi, że drętwieją mu ręce, ten stwierdzić miał, że to "od żołądka, od trzustki". Miał tylko osłuchać pana Jana i zbadać brzuch. Jak twierdzi pani Ewa, jej ojciec nie dostał żadnego wypisu.
