Kubuś, kichająca znajda i ulubieniec dzieci wraca po dwóch dniach wałęsania do domu z roztrzaskaną łapą. Wyczerpanego zwierzaka ogląda weterynarz. - Sidła. Łapa wygląda kiepsko, bardzo zapuchnięta, ale będziemy o nią walczyć - mówi. Po chwili dodaje. - Jakiekolwiek zwierzę wpadnie w sidła, kona w męczarniach. Ludzie zastawiają takie pułapki na kuny, lisy i koty, najczęściej są to pętle drutu przywiązane do drzewa. Ten miał trochę szczęścia. Może wnyki były długie, może walczył i odgryzł sznurek. Przeżył.
- Tak faktycznie miał szczęście, bo moje dwa poprzednie koty do domu ze spaceru nie wróciły.Być może właśnie zginęły dusząc się, lub wykrwawiając złapane w sidła. W duchu zadaję sobie pytanie, kim trzeba być, by w tak okrutny sposób pozbawiać życia czyjegoś przyjaciela, domownika, do którego przywiązała się cała rodzina, a szczególnie dzieci. Misi nie ma już kilka tygodni, ale młodszy z synów codziennie, każe wystawiać dla niej miskę, bo może wróci i będzie bardzo głodna, bo musi wiedzieć, że on na nią czeka...
Na łapce Kubusia jest martwica. Nie wiadomo czy kończynę da się uratować i czy będzie nią normalnie poruszać. Ważne, że Kubuś wrócił. Dzieci doglądają swojego przyjaciela i tłumaczą mu, żeby już nie chodził do tych złych ludzi. Dzieciom trzeba wyjaśniać, że ci źli ludzie, to kłusownicy, że tacy zasługują na surową karę.
Sprawca, który zastawił pułapkę, złamał Ustawę Prawo Łowieckie z dnia 13 października 1995 r. (art. 52, ust. 1), polegające na posiadaniu narzędzi i urządzeń przeznaczonych do kłusownictwa, których użycie spowodowało poważne obrażenia kota, w warunkach szczególnego okrucieństwa.
Zastawianie sideł jest czynem nieludzkim. Jeśli mieszkańcy Działdowa napotkają podczas spaceru wnyki, powinni złożyć oficjalne doniesienie na policji i kole łowieckim. Chodzi też o to, by skontrolować położone na uboczu tereny, głównie w pobliżu ogrodów działkowych. Być może ich użytkownicy w ten sposób chcą uniknąć nieproszonych czworonożnych gości. Jednak jest to czyn z gatunku zabronionych i każdy, kto go popełnia powinien mieć tego świadomość.
- Takie działania są bezwzględnie godne potępienia. Powinno się wydać wojnę tym, którzy w ten sposób łapią i zabijają zwierzynę. Zwierzę wpada w sidła, zaczepia o nie łbem lub nogą, po czym umiera w strasznych męczarniach. Tego nikt przy zdrowych zmysłach nie może zaakceptować – mówi Anna Gesek, weterynarz. Czasem zdarza się, że na działkach zastawione są pułapki, zwłaszcza tam, gdzie są hodowane gołębie. Działkowcy zakładają je na kuny czy na tchórze. Tak mogło być i w tym przypadku, że pułapka była zastawiona na inne zwierze, a wpadł w nią kot. - Być może wnyki były zastawione na zające, których populacja powoli odradza się.
W okolicy Przemysłowej zajęcy spotyka się sporo, jest ciepło a myśliwi systematycznie odstrzeliwują lisy zarażone wścieklizną. Idą święta, domowy pasztet z zająca? Zawsze znajdzie się jakiś amator i jakiś kłusownik – mówi Stanisław Szydłowski. Szkoda tylko, że na tym łatwym łupie cierpią zwierzęta domowe. A druga sprawa, czy życie kota jest mniej warte niż np. gołębia? I gdzie jest granica między zabijaniem dla mięsa, a zabijaniem z bezmyślności? Jakie jesteśmy w stanie popełnić okrucieństwa dla paru złotych zysku? My ludzie dorośli, którzy mamy uczyć własne dzieci szacunku do życia? Nie tylko ludzkiego życia, ale życia w ogóle. Dla kogoś obcego mój zakichany kot, jest tylko kotem. Zwyczajnym czarnym pchlarzem, który być może wałęsa się po czyjejś działce. Dla mnie jest kotem, który czeka na mnie w bramie, gdy wracam z pracy. Przyjacielem, który biega po domu, poluje i warczy na kapcie (małe zeberki z uszkami) najmłodszego dziecka. Jest istotą, która wnosi radość do domu i godzinami mruczy na kolanach, dziękując za to, że zimą został przygarnięty z ulicy. Jest codzienną lekcją odpowiedzialności za to, co się oswoiło.
- Zwalczamy kłusownictwo i wnykarstwo, ale wszelkie tego typu potrzaski bywają najczęściej zamaskowane. Tak czy inaczej, staramy się to zjawisko zminimalizować – mówi Józef Spychalski, myśliwy koła Świt. - Owszem, zgodnie z naszym łowieckim regulaminem można zwalczać wałęsające się w lesie psy czy koty, ale na pewno nie w taki sposób, by łapać je we wnyki. Zwierzęta konają godzinami w ogromnych męczarniach. Nikomu nie wolno robić takich rzeczy - dodaje.
Magdalena Cejman
